wtorek, 20 lipca 2010

Czy ja też jestem jednym z nich ??

Dzisiejsza została zainspirowana notkami z bloga Red Gobbo < sorry jeżeli pomyliłem coś w nicku>

Owa notka, która mnie zainteresowała odnosi się do spostrzeżenia że figurkowe hobby kończy się zakupoholizmem i stertami nie wyciętych i nie pomalowany figurek zajmującymi każdą płaską powierzchnię. Cóż… święta racja. Podczas ostatniego raportu malarskiego wyszło że po ponad 2 latach mam sensownie pomalowanych około 40% posiadanych modeli armijnych… nie armijne na razie przemilczę. To samo w sobie nie było by jeszcze takie tragiczne ponieważ jakiś czas temu przysiągłem sobie że nie będę kupował modeli nie do armii. Na razie się trzymam w postanowieniu a że armię mam skompletowaną to figurek przybywa w ilości max 1 na miesiąc. Do czasu. Na necie dostępne są już zdjęcia figurek ze startera do 8 edycji o finezyjnym tytule „Island of blood”. Jak patrzę na elfy i niektóre figurki skawenów to coś czuję że postanowienie niedługo zostanie złamane. Cóż można to podyktować zakupem małego wypaśnego podręczniczka, ale na krawędzi wzroku czają się dziesiątki innych modeli które wyzwalają we mnie ukrytego sześciolatka ”Muszę-To-Mieć-Teraz-Zaraz-Natychmiast”. Cóż, dopiero jak skończę armię:D Jeśli wytrzymam(ale o to zadba już moje Słonko;) ).

Cóż. Jak zwykle krótko wyszło ale jakoś nie potrafię lać wody;)

2 komentarze:

red_gobbo pisze...

Ja na przykład wolę nie robić takiego zestawienia procentowego modeli. Do 40K mam pomalowanych 7 modeli do orków, i 1 (testowy) do SM. To raczej marne procenty :/

Do Fantasy też nie jest dużo lepiej procentowo, ale 3 oddziały (70 modeli!) pomalowane mam tak jak chciałbym, żeby była skończona cała armia.

Jeśli o mnie chodzi, to ósma edycja zrobiła mi dwa razy kuku-na-móniu ;)
Raz, przez zasady - muszę dokupić jeszcze ze dwa pudła orków i co najmniej jedno gobbasów. Ale się z tym nie śpieszę, bo najpierw muszę dokończyć malowanie tych co mam. Myślę, że z domalowaniem w tym samym stylu/poziomie, nie powinienem mieć większych problemów, w końcu nie raz już to robiłem.
Dwa, przez tą Bloody(!) Island. Modele są świetne, ratogry zostają u mnie. Niestety elfy pewnie też (trzecia armia). Reszta idzie do ludzi. Tylko muszę się pośpieszyć i pokończyć chociaż rozgrzebane projekty i podgonić trochę z Orkami.

Pozdrawiam,
red_gobbo

P.S.
Miło mi inspirować. W zasadzie ten artykuł, to mój pierwszy (i jedyny, na razie) pełny tekst.

Dziadu pisze...

Niestety taka prawda, a producenci bezczelnie wypuszczają coraz fajniejsze modele. Jedyna okazja do nagonienia to chyba zaszycie się gdzieś np. w Bieszczadach bez dostępu do sieci i sklepów, tylko z figurkami i farbami ;)